Trans - II miejsce

Trans – miejsce II

Kolej Transsyberyjska, News, Podróż koleją

A oto kolejny artykuł, który zajął II miejsce w naszym konkursie na Relację z Podróży Koleją Transsyberyjską. Zapraszamy!

Pijany bezzębnik z automyjni służył w Kaliningradzie. Zapamiętał dyskotekę w Olsztynie i trzy razy powtarzał siódmą klasę. Przenikliwy 19-letni Alexander służył pod Irkuckiem. Trochę okrężnie wraca z armii do domu – w Jekaterynburgu czeka jego dziewuszka. Pali jak smok. Transsib to kręgosłup federacji, armia to uwspólnienie rosyjskich mężczyzn. Ogólnomęskie upodlenie i adamowa blizna. Wspólny mianownik z czerwoną gwiazdą wciąż na sprzączce paska i każdej kartce wojskowej książeczki – sposób na zjednoczenie państwa na „padnij” i „powstań”, „padnij” i „powstań”.

Stukot kół miesza się z disco rusko, lejącym się po cichu z głośników. Spanie, czytanie, leżenie, siedzenie, rozmowy, cisza, śmiech, płacz dziecka, szczekanie psa, chrapanie człowieka, spanie, czytanie, leżenie, a za oknem pokaz slajdów. Jak nadbajkalscy szamanie uświęcali trudno obrabiane żelazo, tak żelieznadarożnaja oferuje szklanki w bogato zdobionych żelaznych podstawkach, by zalewać wrzątkiem setki herbacianych torebek. Chińskie ziele znajduje na dworze cara Michała Romanowa grono zwolenników. Zyskuje przyczółek w Europie, staje się zarzewiem torów na początkowo karawanowym Wielkim Szlaku Herbacianym. Pod koniec 19. wieku rusza budowa najdłuższej ciągłej linii kolejowej świata i zaludnianie Syberii, tak że już na początku wieku 20. większość jej mieszkańców to rdzenni Rosjanie. Transsib to gwarant i symbol jedności Państwa, które sprowadza i zsyła, daje i zabiera, umożliwia i ogranicza.

Kolej dawała jednocześnie pracę nawet 90 tysiącom ludzi, którzy z Zachodu na Wschód i ze Wschodu na Zachód jednocześnie kładli nawet 1 kilometr torów dziennie. Osiem miesięcy pracy na trasie to równowartość 12 miesięcy odsiadki, więc cele się wyludniły. Boksy w bezprzedziałowym wagonie plackartnyje wyludniają się też. Pokaz slajdów zacina się na czas postoju, gdy wagon zasysa odrobinę nowego powietrza i uwalnia zatęchłe. Prowadnica odsysa wrota i wypuszcza lud na żer babuszek z domowym wiktem. Jedna biegnie z tkaną torbą, druga z koszykiem, trzecia z podziecięcym wózkiem. Pod ciepłem kocyków trzymają gotowe, zafoliowane obiady ze świeżo ugotowanymi kartoflami. Są też pluszowe misie, tygrysy, owieczki, jakieś dzikie cebulki – sadzonki, które czoloviek myli z orzeszkami, same orzeszki na kubeczki, mnoga pirożków (s kartoszkoj, s miasom, s kapustoj), czeburieki z podobnym nadzieniem, a im bliżej Bajkału, tym więcej ryb.

Niesienie wrzątku z wagonowego samowara jest sztuką samą w sobie. Kroki w pędzącym pociągu są dłuższe od zwyczajnych. Miga Jarosław, jerofiejewowskie Pietuszki, pijany bezzębnik spada z górnej pryczy po raz pierwszy z kilku. Dłuższy postój we Włodzimierzu na drodze do miasta nr 4 w Rosji – Niżnego Nowogrodu. Moskwa jest sercem, Sankt Petersburg głową, a Niżny portfelem – mawiał niegdyś Gorki. Dwie pulchne panie, Puszki-Okruszki znajdują absztyfikantów, udają się do toalet, gdzie przetną najdłuższą w Europie Wołgę prosto w otępiające bielą bieriozy. Z bieli wychynął niegdyś Chynow, dzisiejszy Kirow ku pamięci podówczas leningradzkiego, niegdyś sankt petersburskiego aparatczyka Siergieja, którego pochłonęły stalinowskie czystki lat 30. To centrum przemysłu futrzarskiego, niegdyś częste miejsce zsyłek.

Cyrkowe panie przedstawiają ofertę szydełkowych nakryć, za nimi pani na szpilkach, w obcisłych jeansach po wizycie w toalecie, pani z wózeczkiem ze zjełczałymi kanapeczkami i przegryzką w cenie samego wózka – powoli kończy się Europa. Tuż przed Uralem – Perm, w latach 1940-57 Mołotow. Milion mieszkańców, podobnie jak Niżny, niegdyś niedostępny dla obcokrajowców z uwagi na przemysł strategiczny. Czechow posiłkuje się nim w „Trzech siostrach”, Pasternak przy „Doktorze Żywago”.

Wśród białych brzóz biały pal Azji, do czasu moskiewskiego dochodzą 2 godziny.

1831 kilometrów od Moskwy – Jekaterynburg, w latach 1924-91 Swierdłowsk – od Swierdłowa. Założone przez Piotra I Wielkiego miejsce kaźni cara ostatniego Mikołaja II Romanowa, Chram na Krwi na domu inżyniera Ipatiewa. Aleksander mądrzejszy ponad 19 swoich lat wychodzi zapalić z ‘Eleną’, jak w myślach nazywam snadną dojrzałą panią z naprzeciwka. Słodko zorganizowana, wymykająca się wszędobylskiemu tu brakowi świeżości. Z czułością przyjmuje kredki z dziwnych czasopism rozdawanych tu za darmo, da je zaraz wnukom.

Matka miast syberyjskich Tjumień, znaczy początek Sybiru. Potem kawalkada złowieszczych nazw z Omskiem nad Irtyszem na czele. Tu zesłano Dostojewskiego. Jest tu muzeum jego imienia. Tu wsiada mini horda Mongołów, a może bardziej wariackich Buriatów – mówią w dziwnym dialekcie. ‘Kuda paszli?!’, woła zażywna Prowodnica do „wsiadłego” Mongoła vel Buriata. Zmyła podłogę i chce ją przetrzeć, a ten tu łazi! To postawna Prowodnica, zmęczona życiem, zdecydowana w opiniach. To w fartuchu, to kolejowym wdzianku, w gumowych rękawicach, ze szczotką zmiotką, mokrą szmatą, wysprzątała z wprawną godnością osobistą wymiociny i szczyny na obu krańcach wagonu. Weszła z jednym z Mongołów vel Buriatów w zagorzałą debatę o ludzkim zapachu i granicach jego znośności, którą wywołany do tablicy kończy wzniosłym “My też ludzie, jop twoju mać!” Nie przekonuje jej. Wściekła grozi, że nauczy jednego z drugim korzystać z toalety! Czyni to bez jednego nawet przekleństwa, zyskując posłuch i poklask. Sąsiad-niemowa o chmurnej twarzy zjada już trzecią taką samą zupkę instant, jak po każdej idzie na papierosa, a babuszki oferują już placki z ikry, bo i wita Nowosybirsk – nieoficjalna stolica Syberii, trzecie co do wielkości miasto eklektycznego imperium. Powstałe w latach 1957-66 według stalinowskiej sztancy, to teraz jeden z głównych ośrodków rosyjskiej nauki. Jest tu metro, pomnik Lenina, Dom Lenina i mała kapliczka – centrum imperium carów. Do czasu moskiewskiego dochodzą trzy godziny, z wieczora robi się noc, tak samo jak z dnia wieczór, a z poranka południe, ale zegary na największym rosyjskim dworcu Transsibu, podobnie jak na każdym dworcu Bezkresu nie dają zapomnieć, gdzie jest punkt odniesienia. Pokazują tylko czas moskiewski.

Od Moskwy już około 3333 kilometry.

Mąci się w głowie, choć wedle Transsibu można sobie zegarek ustawiać. W pociągu ludzie trzech rosyjskich czasów, śpią i nie śpią. Na Syberii jeszcze miejscami leży śnieg, starsza pani od pieska pekińczyka znów powoli poleruje linoleum filcowymi kapciami po wrzątek do słoika. Podaje adres do siebie, by wysłać jej zaproszenie do Warszawy, bo chce w końcu pociągiem udać się do Berlina, Paryża… Złotozębna pani z kolei rżnie w karty z Mongołami vel Buriatami, a tu dostawiają nowy wagon dla armiejców. Lubieżno-rubaszne Puszki-Okruszki świergolą z radości, bo już po dwóch wojaków siedzi na ich kojach. Z iście rosyjską odwagą do braku rozwagi, zarażając śmiechem, udają się do wojskowego wagonu, wracając z pełnymi rękoma – lekko otyłym komandirem. Nadchodzi Krasnojarsk nad Jenisejem, centrum Imperium, najbardziej centralnie położone jego miasto, Puszki-Okruszki pod bacznym okiem milicji pakują się i są wyprowadzane. Ktoś na nie doniósł. Nikt nie zwraca uwagi, przecież co chwila ktoś wsiada, wysiada.

Zagaduje po polsku Rosjanin z wujkiem w Zielonej Górze. Nie można oceniać po okładce. Brudna bluza reprezentacji Niemiec adidasa, której nie zdjął odkąd wsiadł kilka dni temu, czyniła z niego takiego, z konserwy wyjętego, Rudiego Voellera bez górnej partii uzębienia. Ubolewał. W Moskwie nie można zrobić biznesu. Nie dają, mówi. Zniża głos, chciałby spróbować w Polsce. Od dekady nie był, od czasu wojska. Zaraz wyjdzie, by świeżym, ogolonym, wypachnionym przywitać swą połowicę na dworcu uśmiechem i objęciem.

Do czasu moskiewskiego dochodzi pięć godzin, kolejarze wystukują metaliczny rytm ostukując koła w Tajszecie, byłym centrum przeładunkowym dla stalinowskich więźniów.

Głos z kolejowej szczekaczki złowieszczym echem roznosi się po okolicy, Irkuck wita śniegiem po 5185 kilometrach.

Brązowe prycze pustoszeją.

Prowodnica mruga na do swiedania. Jedzie dalej. Jej zmęczona twarz promienieje, oddycha odessanym wagonową śluzą powietrzem końca zimy.

Adrian Krajewski

Dodaj komentarz